Moje dziecko ma końsko-szpotawość stóp Co robić?

Gdyby w szpitalu nie okazało się, że stopy mojego dziecka są odmienne od stóp pozostałych dzieci, pewnie nigdy nie dowiedziałabym się czym jest końsko szpotawość stóp. Tak to zwykle w życiu bywa, że dopiero kiedy po raz pierwszy zetkniemy się z pewnym problemem, zaczynamy się nim rzeczywiście interesować. Podobnie było w moim przypadku.

Tuż po porodzie znalazłam się w gronie szczęśliwych matek. Synuś dostał 10 punktów w skali Apgar. Przyszedł na ten świat poprzez cesarskie cięcie z uwagi na to, że USG wykazało makrosomię płodu, czyli pisząc w języku polskim – dzidziuś był duży i poród naturalny mógł stanowić zagrożenie dla zdrowia zarówno dziecka jak i mojego.
Przez pierwsze dni po urodzeniu dziecka, kiedy ja i maleństwo przebywaliśmy jeszcze w szpitalu, czułam się wyjątkowo szczęśliwa. Ciężko mi dziś opisać słowami tamten stan, ale był on naprawdę wyjątkowy. Pewnie wiele kobiet potwierdzi, że w początkowych etapach macierzyństwa, błahe problemy dnia codziennego przestają się liczyć, bo nic i nikt nie jest w stanie wzbudzić większych emocji niż bliskość pomiędzy mamą i noworodkiem.

W związku z tym, że tuż po urodzeniu dziecka stałam się najszczęśliwszą kobietą na świecie, nie poczułam się wielce zaniepokojona, kiedy zauważyłam, że stopy dzidziusia są skierowane do wewnątrz. Myślałam w głębi ducha, że najważniejsze jest to, że u maleństwa nie stwierdzono poważnych wad rozwojowych czy genetycznych. Dlatego też w okresie przebywania w szpitalu cieszyłam się z mojej nowej roli bycia mamą i nie mogłam się doczekać kiedy wreszcie ja i synuś będziemy mogli pójść do domu.

Oczywiście nie mogłam być ignorantką i zapytałam pediatrę,  dlaczego stopy synka są tak ukształtowane. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że istnieje taka wada stóp jak końsko-szpotawość. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Pani doktor zaleciła wówczas konsultację u lekarza ortopedy. Dopiero po tej konsultacji zaczęłam się rzeczywiście martwić. Lekarz ortopeda odwiedził mnie i synka kiedy byliśmy jeszcze na oddziale położniczym. Obejrzał stopy małego, po czym poinformował mnie mniej więcej takimi słowami: ” Po wyjściu ze szpitala, proszę ponownie zarejestrować się u lekarza ortopedy. Proszę też poczytać sobie o stopach końsko – szpotawych w internecie. Tam jest bardzo dużo informacji na ten temat.”

Do dnia dzisiejszego jestem przerażona brakiem profesjonalizmu tamtego lekarza. Czasami staram się go jakoś usprawiedliwić argumentem, iż najzwyczajniej w świecie mógł nie mieć wiedzy na temat końsko – szpotawości stóp. Być może ( o zgrozo! ) był zbyt zapracowany w tym dniu i zbył mnie krótką, jakże fachową poradą. Dodam, że urodziłam synka w szpitalu, którego nazwa rozpoczyna się od „Wojewódzkie…”, czyli jak sama nazwa wskazuje placówka funkcjonuje w obrębie województwa, a więc ma pod sobą tysiące potencjalnych pacjentów. Nie jest to jednak istotna kwestia. Powiedzmy, że nie.

Posłuchałam się lekarza ortopedy i rzeczywiście zaczęłam wyszukiwać kluczowe informacje w internecie. Artykuły o tematyce medycznej mają jednak to do siebie, że często ukazują konkretny problem w sposób mogący wzbudzić przerażenie, nawet jeżeli czytamy notkę o grypie. Nie czułam się najlepiej, kiedy przeczytałam, że osoby z SKS (stopami końsko – szpotawymi) w przyszłości mogą mieć poważne problemy z poruszaniem się, przejawiające się np. chodzeniem na palcach. Wtedy przez głowę przemknęły mi obrazy osób, które gdzieś kiedyś widziałam, i które poruszały się w wyżej opisany sposób.

Czym prędzej zarejestrowałam dziecko do lekarza ortopedy. Trafiliśmy do małomównego, starszego Pana, który potwierdził diagnozę i zalecił  regularne masaże stóp. Wysilił się nawet do tego stopnia, że pokazał jak te ćwiczenia wykonywać. Generalnie ideą ćwiczeń było rozciąganie ścięgna achillesa poprzez delikatne przywracanie stópek do prawidłowej pozycji. Lekarz zalecił też wizytę kontrolną za kilka tygodni.

Tak jak zostało powiedziane, zaczęłam próbować sama trenować małe stópki. Niestety gdzieś w głębi serca czułam, że to co robię jest właściwie bez sensu. Ćwiczenia nie przynosiły żadnego efektu. Dlatego też zamiast udać się na wizytę kontrolną do „ortopedy od ćwiczeń”, postanowiłam zaczerpnąć porady od lekarza pediatry z wieloletnim doświadczeniem. Dowiedziałam się, że warto z dzieckiem pojechać do szpitala specjalizującego się w zakresie ortopedii. Lekarka podała mi konkretny adres, a ja bez namysłu zapisałam dziecko na najbliższy możliwy termin do poradni preluksacyjnej.

Kiedy nastąpił dzień wizyty, okazało się, że na miejscu przebywało bardzo wielu małych pacjentów. Niemniej jednak z wadą stóp SKS była tylko jedna, trzyletnia dziewczynka. Tonęła we łzach, bo na nogi, aż do okolic ud, założono jej opatrunki gipsowe. Widok ten nie napawał optymizmem. Okazuje się, że leczenie metodą Posentiego, polegające na założeniu odpowiednio wymodelowanych opatrunków gipsowych, należało rozpocząć w okresie noworodkowym. Nie wiem jak wyglądała historia tej dziewczynki i kto zawinił. Niemniej jednak faktem było to, że leczenie zostało rozpoczęte zdecydowanie zbyt późno.

W związku z tym, że trudno jest mi pisać o tematyce medycznej, aby przybliżyć metodę leczenia zachowawczego techniką Posentiego, posłużę się notką znalezioną w internecie.

Podstawy leczenia zachowawczego techniką Ponsetiego

Leczenie polega na wykonywaniu raz w tygodniu krótkich redresji, po których zakładany jest opatrunek gipsowy udowy. Odpowiednio domodelowany gips utrzymuje stopę w maksymalnej możliwej korekcji. Kości i stawy remodelują się wraz każdą zmianą gipsu, z powodów wrodzonej właściwości młodej tkanki łącznej, chrzęstnej i kostnej, zgodnie z kierunkami sił działających podczas redresji. Po kilku gipsach przywiedzenie i szpotawość są skorygowane.
Przed założeniem ostatniego opatrunku gipsowego ścięgno Achillesa zwykle wymaga podskórnego przecięcia dla uzyskania pełnej korekcji ustawienia końskiego. Ostatni opatrunek gipsowy jest zakładany na 3 tygodnie, ponieważ przecięte ścięgno Achillesa, regeneruje się wtedy w odpowiedniej długości, z minimalnymi zbliznowaceniami.

Uzyskana korekcja podtrzymywana jest odwodzącą szyną nocną, którą stosuje dość długo – aż do 2-4 roku życia.

U pacjentów z jednostronnym zniekształceniem, po skutecznym leczeniu zachowawczym, stopa, mimo, że jest silna, prawidłowo ruchoma i niebolesna, to może być nieco krótsza i węższa w stosunku do stopy zdrowej. Podobnie obwód łydki po stronie wady jest zwykle mniejszy.

Jeśli zniekształcenie nie skoryguje się w ciągu 6-7 tygodni, leczenie zachowawcze jest nieskuteczne.
Leczenie metodą Ponsetiego rozpoczynane u starszych niemowląt i dzieci jest pomocne w korekcji, przynajmniej części zniekształcenia. W większości przypadków i tak będzie konieczne leczenie operacyjne, ale rozległość zabiegu będzie wtedy mniejsza.

W przypadku nieskutecznego leczenia nieoperacyjnego pozostaje leczenie operacyjne.

Rozległość i zakres operacji zależy od wady w obrębie danej stopy. Leczenie redresjami i gipsami nawet, jeśli nie doprowadziło do pełnej korekcji wady, to umożliwia zmniejszenie rozległości interwencji chirurgicznej.

Oto link do źródła artykułu:

W chwili kiedy u mojego synka wdrożono technikę leczenia według Posentiego, malec miał około 3 m-cy. W dniu pierwszej wizyty założono mu korekcyjne opatrunki gipsowe. Następne wizyty odbywały się średnio w okresach co dwa tygodnie. Na szczęście leczenie zaczęło przynosić jakieś rezultaty. Wtedy nie wiedziałam jeszcze o tym, że cierpienia mojego dziecka, spowodowane znaczącym ograniczeniem w postaci ciężkich opatrunków gipsowych, mogłam ukrócić znacznie szybciej.

W trakcie jednej z kolejnych, rutynowych wizyt w poradni preluksacyjnej u lekarza specjalisty, który wdrożył leczenie techniką Posentiego, miałam okazję porozmawiać z młodym lekarzem, który dopiero co rozpoczął swoją przygodę z ortopedią. To właśnie ten dobry człowiek powiedział mi: ” Gdyby to było moje dziecko, to byłoby ono leczone w klinice w Poznaniu”. (Ortopedyczno – Rehabilitacyjny Szpital im. Wiktora Degi w Poznaniu). Nie bez przyczyny podałam nazwę kliniki. Chciałabym po prostu pomóc wszystkim rodzicom, którzy kiedykolwiek staną przed takim samym problemem jak ja i będą chcieli zapewnić najlepszą opiekę medyczną swoim dzieciom z wadą stóp SKS.

Kiedy leczenie rozpoczęliśmy w klinice w Poznaniu, mały miał 8 m-cy. Już na pierwszej wizycie lekarz zadecydował, że wykona zabieg polegający na znieczuleniu miejscowym i nacięciu ścięgna achillesa. O dziwo w tym samym dniu w poradni były matki z noworodkami, u których lekarz wykonał ten sam zabieg!

Tuż po zabiegu, który trwał zaledwie kilka minut, na nóżki dziecka zostały założone gipsowe opatrunki. Wszystko odbyło się niezwykle szybko, ale nie ukrywam, że konsekwencje samego zabiegu były bardziej dotkliwe dla 8 miesięcznego dziecka aniżeli dla małego noworodka, który przez większą część dnia śpi. Mój synuś właściwie nie raczkował, ponieważ w okresie kiedy powinien to robić, miał te cholerne gipsy.

Następnie w trakcie snu miał zakładaną wykonaną na zamówienie i bardzo drogą szynę Denis – Browna, która wygląda tak:

Na pocieszenie dodam, że młody od zawsze był zdolny i zaczął świetnie chodzić jak miał roczek. Zatem skuteczna blokada narządów ruchu nie wpłynęła u niego na opóźnienie nauki chodzenia.

W związku z tym, że ja i synuś mieszkamy w dość dalekiej odległości od Poznania, postanowiłam, że znajdę specjalistę gdzieś bliżej i zapisałam młodego do jednego z najpopularniejszych ortopedów w regionie, do którego na wizytę prywatną oczekuje się nawet ponad miesiąc czasu.  Ów sławny ortopeda zalecił obuwie ortopedyczne wyglądające mniej więcej tak:

http://www.protoma.pl/?page=oferta&prod=prod_obuwie_obuwie

Tyle, że buty mojego synka miały znacznie brzydsze kolory, ale przecież jeżeli chodzi o zdrowie, to walory artystyczno – estetyczne nie mają przecież żadnego większego znaczenia.

Kiedy po pewnym okresie, w którym młody nosił obuwie ortopedyczne, postanowiłam mimo wszystko skonsultować tę kwestię z lekarzem ortopedą z Poznania, to okazało się, że lekarz stwierdził, iż w przypadku mojego dziecka buty mają naprawdę nieznaczny wpływ na kształtowanie się jego stóp. Dał mi delikatnie do zrozumienia, że mogę bez poczucia winy zrezygnować z tego obuwia.  Wtedy odetchnęłam z ulgą, bo miałam już dość tych ciężkich butów, które synek nosił nawet w okresie upałów, co powodowało odparzenia na jego stópkach.

Dziś synuś ma prawie sześć lat i niestety pojawił się u niego kolejny problem jakim jest płaskostopie, co jest związane z wrodzoną wadą SKS. Lekarze nie zalecili żadnych butów ortopedycznych, a jedynie regularne ćwiczenia, które często młody wykonuje z wielką niechęcią. Cóż, ćwiczenia te są monotonne i wymagające odrobinę skupienia, co trudno jest osiągnąć u prawie sześcioletniego, rozbrykanego chłopca.

Najważniejsze jest jednak to, że dziś lekarze dopóki nie zauważą blizn po nacięciach na ścięgnach Achillesa, to nie dowierzają, że mały urodził się z końsko – szpotawością stóp.

Gdyby jakiś rodzić miał dodatkowe pytania dotyczące leczenia wady stóp jaką jest końsko – szpotawość, to śmiało proszę pisać do mnie maile lub zadawać pytania w komentarzach poniżej.  Chętnie odpowiem.

Zapraszam również do odwiedzin mojego bloga www.dzieciolatki.pl

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.