Wódka, czyli o dziwnych autodestrukcyjnych ciągotach

Alkohol, jak każda inna używka, z pewnością budzi liczne kontrowersje. Oczywiście część zarzutów formułowanych pod adresem alkoholu przez jego zagorzałych przeciwników jest w pełni uzasadniona i nie sposób z nimi polemizować. Często jednak zdarza się również i tak, że trochę na wyrost przypisuje się mu cechy niemal demoniczne i obarcza winą za całe zło tego świata. Wino, piwo, a nawet wódka spożywane w sposób odpowiedzialny nie są przecież pozbawione także pewnych ewidentnych zalet, a jako czynnik integrujący towarzystwo są wręcz nieocenione.

Z grupy alkoholi spożywczych (bo nie biorą tu pod uwagę wszelkich innych wynalazków typu denaturat czy zmywacz do paznokci) najwięcej destrukcyjnego potencjału zwiera w sobie zdecydowanie wódka. Nie da się ukryć, jako alkohol o bardzo wysokim stężeniu czystego etanolu wódka wywiera negatywny wpływ na ludzki organizm, stosunkowo najszybciej uzależnia, a pita bez umiaru potrafi nieźle sponiewierać. Podczas gdy wino lub piwo oprócz alkoholu zawierają w sobie jakieś odżywcze substancje, wódka jest w zasadzie trucizną w stanie czystym, a toksyny w niej zawartej nie równoważą żadne wartościowe mikroelementy.

Czyli co? Zakazać, zabronić, wprowadzić prohibicję? Doświadczenie poucza, że takie pomysły raczej nie przynoszą efektów, a w Stanach Zjednoczonych wprowadzenie w życie ustawy o prohibicji doprowadziło po pierwsze do drastycznego wzrostu konsumpcji alkoholu wśród społeczeństwa, a po drugie stworzyła idealny grunt dla rozwoju przestępczości zorganizowanej. Wniosek stąd prosty. Owszem, wódka jest trucizną, podobnie jak papierosy i cały szereg innych produktów i to nie tylko z kategorii używek, bo wiele groźnych substancji zawartych jest również w z pozoru niewinnych produktach żywnościowych. Jednakże, świadom wszelkich konsekwencji, człowiek sięga po to wszystko, gdyż najwyraźniej w konstrukcje psychiczną wielu z nas i ogólnie w ludzką kondycję wpisany jest jakiś tajemniczy impuls autodestrukcyjny. Grunt to ten impuls okiełznać i sprawić, by ta destrukcja odbywała się pod naszą ścisłą kontrolą, czyli generalnie „nie za często, nie za dużo, tak w sam raz.”

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *